Po zakończonej pracy, a tymbardziej nawet 2 projektów obiecałam sobie zrobić KONIECZNIE dzień dla siebie. Potem zeszło się na chociaż pół dnia, a w końcu zmusiłam się żeby już teraz koniec kłądę się na kanapie , biorę książkę puszczam muzykę i smakując pyszną hebatkę poczytać sobie dokąd zmrok nie zapadnie.
Zmrok zapadł a ja czytam, bo wciągnęło oczywiscie.
M.Edelman ręką P.Sawickiej "I była miłość w getcie"
Jak skonczyłam zajrzałąm na "Fejsa" a tam wpis o tym, że już po raz siódmy 27 stycznia 2012 odbędą się obchody Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu.
Tego dnia mamy zapalić świeczkę w oknie.
Napewno zapalę.
Powitanie i pożegnanie na codzień - banalna sprawa. Nikogo nie dziwi, nikogo tez nie trzeba zmuszać do tej czynności w takiej czy innej formie stosownej do sytuacji. Jednak w domu, w rodzinie , zwłaszcza wieloosobowej często nie ma takiego zwyczaju. Ba nawet młody człowiek uważa często, że jeśli rzuci "cześć" wchodząc do domu czy wychodzac ogranizca swoją woność (? taką opinie słyszałam ).
Zauroczył mnie zwyczaj u przyjaciół w domu. Osoba wchodząca lub wychodząca sygnalizowała swoj zamiar przy drzwiach wejściowych i domownicy ( w liczbie dwojga) zbiegali sie żeby się uściskac lub dać sobie buziaka. Przyjacióka zdradziła mi w sekrecie, że zwyczaj ten idelnie sie sprawdził kiedy pokłócą się sie o coś i w domu panuje gęstsza atmosfera. Wystarczyło wtedy wyjść i uścisk zawsze rozładowywał sytuacje. Ale to u nich.
Patrząc na swoich "młodych" cieszę się że nauczyli się zatrzymywać w przedpokoju wołając na powitanie lub pożegnanie. Uśmiechają się wtedy do mnie i mam ładny dzien mimo płączącego rzewnie nieba.
Trudna sprawa, tak jak smaki czy dźwięki. Może nawet trudniejsza bo bazuje na najbardziej skomplikowanym zmyśle - zwroku a dokładniej na tej części mózgu , która nie przez wszystkich jest rozwinięta - rozróżnianie kolorów. Wielu mężczyzn ucieka od rozmowy o kolorach, ale wcale nie jestem przekonana czy ze względu na brak wraznilosci na barwy czy też temat wydaje im się potwornie nudny.
Ja ostatnio nurzam sie w kolorach próbujac doradzać w urządzaniu 2 mieszkań. Na szczęście mam przychylnych klientów : dzieci i przyjaciółka. Rozmawiając o kolorach i grzebiąc w różnych paletach i wzornikach sama siebie zadziwiam skąd przychodza mi pomysły , wnioski i uwagi dotyczące wyboru. A najciekawszy bedzie efekt koncowy, tylko kiedy to będzie ?!
Od wielu lat intrygował mnie stojący w samym rogu sali pojedyńczy przyżąd. Ostatnio zauważyłam że są dwa. Po co dwa? Albo raczej dlaczego tylko dwa? Zdarza sie wprawdzie tylko kilkoro ćwiczących na sesji jogi , ale itak wydawało mi sie to dziwne. No i ta nazwa - WIELORYB. Intrygująca.
Na ostatnich zajęciach byłyśmy tylko dwie i poszczęścilo nam się. Wyciagamy Wieloryby na scenę i wyciągamy się na nich niczym syreny. Świetna sprawa.
Tylko w domu nikt mi nie wierzy, że lezałam sobie na wyciągnięta plecach na wielorybie :-(