21 marca żółw wyjął głowę i otworzył oczy . Znaczy wiosna przyszła. Precyzja niemal kosmiczna.
Mnie dziwi nie tylko dokładność czasowa, ale sam fakt że spał przez parę miesięcy. To po raz pierwszy w jego życiu. W poprzednich latach biegał przez cała zimę, co w sumie sprawiło ze my biegaliśmy do sklepu po roszponki i rukolki dla niego.
W tym roku zamarł nieruchomo zakopawszy się pod swoim "basenem" i tak trwał i trwał, a ja martwiłam się czy żyje. Dlatego jak nikt nie widział to łapałam go za nóżke, a on ją chował. Żyje - znaczy ;-)
A moje cotygodniowe radości to nowa sakada w poniedziałek w tych nowych bucikach
A przekonałam się o tym siedząc z rozdziawioną paszczą na fotelu dentystycznym. Zadzwonił moj telefon z torebki w rytmie ostrego tanga a moja stomatolożka uśmiecha się spod maseczki.
- Pani tańczy tango?
- Tak. Pani też? Gdzie u kogo?!
I tak zalepiwszy mały ubytek w dwójce ustaliłyśmy , że na Ochocie w klubie taniej, a najlepsze są stare tanga agrentyńskie Osvaldo Puglese czy Edgaro Donato itp
Kolejny raz przekonuję się ze fajni ludzie ćwiczą jogę i tańczą tango argentyńskie :-)
Po zakończonej pracy, a tymbardziej nawet 2 projektów obiecałam sobie zrobić KONIECZNIE dzień dla siebie. Potem zeszło się na chociaż pół dnia, a w końcu zmusiłam się żeby już teraz koniec kłądę się na kanapie , biorę książkę puszczam muzykę i smakując pyszną hebatkę poczytać sobie dokąd zmrok nie zapadnie.
Zmrok zapadł a ja czytam, bo wciągnęło oczywiscie.
M.Edelman ręką P.Sawickiej "I była miłość w getcie"
Jak skonczyłam zajrzałąm na "Fejsa" a tam wpis o tym, że już po raz siódmy 27 stycznia 2012 odbędą się obchody Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu.
Tego dnia mamy zapalić świeczkę w oknie.
Napewno zapalę.
Powitanie i pożegnanie na codzień - banalna sprawa. Nikogo nie dziwi, nikogo tez nie trzeba zmuszać do tej czynności w takiej czy innej formie stosownej do sytuacji. Jednak w domu, w rodzinie , zwłaszcza wieloosobowej często nie ma takiego zwyczaju. Ba nawet młody człowiek uważa często, że jeśli rzuci "cześć" wchodząc do domu czy wychodzac ogranizca swoją woność (? taką opinie słyszałam ).
Zauroczył mnie zwyczaj u przyjaciół w domu. Osoba wchodząca lub wychodząca sygnalizowała swoj zamiar przy drzwiach wejściowych i domownicy ( w liczbie dwojga) zbiegali sie żeby się uściskac lub dać sobie buziaka. Przyjacióka zdradziła mi w sekrecie, że zwyczaj ten idelnie sie sprawdził kiedy pokłócą się sie o coś i w domu panuje gęstsza atmosfera. Wystarczyło wtedy wyjść i uścisk zawsze rozładowywał sytuacje. Ale to u nich.
Patrząc na swoich "młodych" cieszę się że nauczyli się zatrzymywać w przedpokoju wołając na powitanie lub pożegnanie. Uśmiechają się wtedy do mnie i mam ładny dzien mimo płączącego rzewnie nieba.